Zosia i smok Iskierka
Zosia i smok Iskierka
W tej książce występują
Zosia
Iskierka
Zosia, ta historia jest dla Ciebie.
Coś kichnęło w szopie.
– Apsik! – a potem: puf!
Zosia stanęła w czerwonych kaloszach jak wryta. Konewka zadzwoniła, grabie stuknęły, a spod starego worka z ziemniakami wyjrzało dwoje zielonych oczu. Ktoś tam się ukrywał. Ktoś mały, okrągły i ciepły jak bułka prosto z pieca.
– Jestem Iskierka – pisnął smoczek. – Smoki powinny ziać ogniem. A ja umiem tylko tak.
Nadął policzki i dmuchnął. Pyk, pyk, puf! Z nosa wyleciała szara chmurka dymu, maleńka jak kłębek waty. I nic. Iskierka zwiesił różki.
– Pomożesz mi?
Zosia uśmiechnęła się szeroko. A potem miała pomysł.
– Będziemy ćwiczyć! – zawołała Zosia. – Codziennie, aż się uda.
Za płotem pani Halinka, sąsiadka z kotem Ptysiem, nie wierzyła własnym oczom. Ptyś też nie.
– Pyk, pyk, puf! I nic. Jeszcze raz! – powtarzała Zosia.
Iskierka kiwnął głową. Ale od czego zacząć ćwiczenia?
Najpierw papryczka.
– Jest taka ostra, że aż parzy! – szepnęła Zosia.
Iskierka chrupnął. Zrobił się czerwony jak kalosze Zosi. Oczy mu się zaszkliły, łuski zadrżały i…
– Apsik!
Dymek wystrzelił prosto w Ptysia. Kot fuknął i zjechał z płotu na ogonie.
– Pyk, pyk, puf! I nic. Jeszcze raz!
Potem rozgrzewka. Iskierka biegał wokół grządki z dyniami, aż zrobił się gorący jak kaloryfer.
– Teraz! – krzyknęła Zosia.
Iskierka wziął rozbieg, skoczył, zamachał skrzydełkami i… wpadł prosto do beczki z deszczówką. Plusk! Bul, bul. Wypłynął z niego tylko bąbelek. Ptyś zamiauczał z wyraźną satysfakcją.
Zosia wyłowiła przyjaciela i zawinęła go w swój szalik. Iskierka kichał i dygotał.
– Może nigdy nie będę prawdziwym smokiem – chlipnął.
– Będziesz – powiedziała Zosia. – Tylko jeszcze nie dziś. Babcia mówi, że cierpliwość to taka sztuka czekania z uśmiechem.
Wtedy zza płotu dobiegło ciche:
– Psst!
To pani Halinka.
– Mój dziadek mówił, że do ognia trzeba ciepła w środku – szepnęła i podała Zosi kubek gorącego kakao.
Iskierka wypił łyk, drugi, trzeci. Brzuszek mu zajaśniał. Nadął się, zmarszczył nos… BEEEK! Wielkie kakaowe beknięcie. Wszyscy się zaśmiali, nawet Ptyś.
– Pyk, pyk, puf! I nic. Jeszcze raz!
Mijały dni. Spadł pierwszy śnieg. Zosia i Iskierka ćwiczyli rano i wieczorem: oddech, dmuchnięcie, uśmiech. Czasem był dymek w kształcie serduszka, czasem w kształcie kaczki.
Ognia wciąż nie było. Aż pewnego mroźnego wieczoru w całym miasteczku zgasły światła. Zrobiło się ciemno jak w kieszeni.
– Latarnie zgasły! – wołali ludzie na rynku. – Nie znajdziemy drogi do domu!
Pani Halinka szukała Ptysia po omacku. Ktoś potknął się o sanki. Zosia złapała Iskierkę i pobiegła do najbliższej latarni przy furtce. Szkiełko było zimne, a w środku czekał pusty knot.
– Spróbujesz? – szepnęła.
Iskierka dmuchnął. Pyk, pyk, puf. Nic. Zrobiło mu się smutno i zimno. Wtedy Zosia przytuliła go mocno, jak co wieczór.
– Pamiętasz? Ciepło w środku.
Iskierka poczuł kakao, szalik, śmiech i Zosię. Brzuszek zaświecił jak słoneczko. Wziął wielki wdech i… czy to możliwe?
PSSST! Złota iskra wyskoczyła z jego pyszczka i zapaliła knot! Potem przeskoczyła do następnej latarni, i następnej, aż cały rynek rozbłysnął jak tort urodzinowy.
– Hurra! – wołali ludzie.
Pani Halinka znalazła Ptysia. Zosia tańczyła w śniegu.
– Pyk, pyk, puf! I jest! Udało się!
Tej nocy coś w szopie cicho chrapnęło. Chrrr… a potem: puf! Ale tym razem z nosa Iskierki wyleciała malutka iskierka i zapaliła lampkę nad jego posłaniem. Zosia otuliła go szalikiem.
– Dobranoc, smoku.
– Dobranoc, Zosiu. Jutro znowu poćwiczymy?
Ptyś zamruczał przez okienko. Też chciał zostać.
Ta książka należy do:
Zosia
W rolach głównych
Zosia
Iskierka
Porozmawiajcie o tej historii
Jak myślisz, co poczuł Iskierka, kiedy wpadł do beczki z deszczówką?
Jak myślisz, dlaczego iskra pojawiła się dopiero wtedy, gdy Zosia przytuliła Iskierkę?
Jak myślisz, co jeszcze mogłoby rozgrzać Iskierkę od środka?